salon myśli paranoidalnej



salon myśli paranoidalnej

**************


Drodzy, oto czego Wam życzę:

 

MAKE LOVE YOUR GOAL!

i nareszcie wiem, o czym mówię.


malegría | 2010-12-24 15:23:44 | skomentuj! (4)
problem paczki


Jako osoba wszechstronnie zajęta, staram się oszczędnie gospodarować czasem. Za szczególną oszczędność czasu wybrałam sobie zakupy w księgarniach internetowych - jeżeli tylko zaczynają mnie naglić jakieś terminy, wówczas rozsiadam się w fotelu i wchodzę na www.merlin.pl [ostatnio po "Antropologię ciała" i "Ekstazę w wersji pop", czyli rozsadniki wiedzy do etnologicznej magisterki, których próżno szukać po bibliotekach. Z moich prywatnych kalkulacji wynika, że aby podołać wykształceniu wyższemu na studiach humanistycznych, trzeba ciągnąć co najmniej jeden doktorat na politechnice, inaczej nie wydoli się finansowo]. Mając zatem do napisania jedną publikację, jedną pracę domową do odrobienia i jedną kolację do przygotowania, wszystko na bardzopilnie, wykonałam dwa niedbałe kliknięcia w stosowne pozycje, zakładając sobie przy okazji konto. O wielkiej niedbałości kliknięć świadczyć może fakt, że nie otrzymałam maila z prośbą o potwierdzenie rejestracji, co jednak umknęło mojej uwadze, wobec czego beztrosko opłaciłam rachunek.

Następnego dnia obudziłam się z przykrą myślą, że czegoś mi wczoraj zabrakło, odbyłam więc stosowną rozmowę telefoniczną, uzyskując zapewnienie, że zamówienie na pewno będzie zrealizowane.
Dwa tygodnie później moja pewność przestała mi wystarczać.
- Dzień dobry, nie chciałabym nadużywać państwa uprzejmości, jednak pragnę wiedzieć, czy mogę liczyć na to, że kiedyś zrealizujecie moje zamówienie? - zajęcia z dykcji i emisji głosu, na które uczęszczam, sprawiły, że mój głos zabrzmiał jak głos, a nie jak jazda styropianem po szkle.
- Zamówienie zostało juz zrealizowane. - odpowiedziała pani po drugiej stronie, mająca za sobą, jak zgaduję, podobny kurs.
- Rozumiem, że zebraliście państwo książki, ale kiedy je wyślecie?
- Już wysłaliśmy.
- Świetnie. A kiedy będę mogła je odebrać?
- Już pani odebrała. Wczoraj o szesnastej.
- w tym miejscu nastąpiła dłuższa pauza, która zmusiła mnie do wyznania niezwykle wstydliwej rzeczy:
- Wczoraj o szesnastej - powiedziałam płaskim głosem - spożywałam tuczący posiłek w lokalu gastronomicznym. Nie odebrałam tej paczki, dobrodziejko.
- W takim razie poproszę o maila na adres sklepu, postaramy się wyjaśnić tę sprawę.

Historia właściwie zaczyna się w tym momencie.

Usiadłszy do komputera, niezwłocznie opisałam swój problem:
Witam serdecznie,
w dniu 07.12.2010 dokonałam wpłaty za zamówienie nr 987876. Kwota została zaksięgowana, przesyłka wysłana 10.12.2010 i, jak Państwo twierdzicie, doręczona, jednak ja do tej pory jej nie otrzymałam. Proszę o wyjaśnienie tej sprawy.
Z poważaniem,
ja

Już w dwa dni później otrzymałam wiadomość zwrotną:
Szanowna Pani,
Dziękujemy za korespondencje nadesłana do naszej księgarni.
Przepraszamy Pani najmocniej za wynikłe niedogodności, jakie miały miejsce podczas dostawy paczki
Z informacji na stronie firmy kurierskiej wynika ze zamówienie zostało doręczone, czy możemy prosić o potwierdzenie?
 
Przeczytałam całość uważnie, podrapałam się w głowę, po czym lekko zirytowana odpisałam:
Szanowna Pani,
niestety, nie mogę tego potwierdzić, gdyż paczki nie otrzymałam, o czym, jak mi się wydawało, wspomniałam w poprzednim mailu. Bardzo chciałabym pomóc Państwu w szczęśliwym doprowadzeniu tej sprawy do końca, jednak obawiam się, że potwierdzenie odbioru nieodebranej przesyłki to nie jest ten rodzaj współpracy, na jaki bym poszła.
Z nieustającym poważaniem,
ja

W międzyczasie, czyli jakiś dzień później, w drzwiach stanął sąsiad z moimi książkami pod pachą. Ten sam sąsiad, który, jak wynikało z relacji zapłakanego kuriera innej firmy, poprzednim razem powiedział, że "takiego wała", chociaż przesyłka była opłacona z góry.
Przez ułamek sekundy poczułam się głupio, jednak natychmaist wyłożyłam sobie, że bieganie po całym pionie z inwokacją "kto ma moją paczkę?!" nie wchodzi w zakres tego, co nazywa się "do rąk własnych", i jeżeli już kurier decyduje się na to, że obcy człowiek kaligrafuje moje nazwisko, to powinien mnie o tym poinformować. Czego nie zrobił. To już jednak sprawa między kurierem a mną, wobec czego postanowiłam zwolnić z odpoiwedzialności Bogu ducha winny sklep:
Szanowna Pani,
potwierdzam odbiór przesyłki. Odnalazła się u sąsiadów, z którymi nie jestem w zażyłych stosunkach, wobec czego nie podejrzewałam ich o taką uprzejmość. Przepraszam za kłopot i pozdrawiam,
ja

Już w dwa dni później otrzymałam wiadomość zwrotną:
Szanowna Pani,
W odpowiedzi na Pani maila prosimy o ponowny kontakt z naszym sklepem i przeslanie nam numeru zamowienia,
ktorego dotyczy korespondencja. Prosimy o przeslanie korespondencji z adresu mailowego jakiego uzywa Pani do logowania sie w naszym sklepie.
Dzieki temu bedzimy mogli odpowiednio zajac sie sprawa.
 
Przeczytałam całość uważnie, podrapałam się w głowę, po czym lekko zirytowana odpisałam:
Szanowna Pani,
szczęśliwie, przesyłka się odnalazła, wobec czego sprawę można uznać za zamkniętą. Jeszcze raz przepraszam za fatygę.

...i ostatecznie zamknęłam sprawę, usuwając wątek ze skrzynki odbiorczej.

Już w dwa dni później otrzymałam wiadomość zwrotną:
Szanowna Pani
Dziekujemy za nadeslana korespondencje
Bylibysmy wdzieczni za przesłanie nr zamowienia ktorego dotyczy korespondencja
W przypadku kontynuowania wymiany korespondencji prosimy nie usuwać historii dotychczasowej wymiany maili - ułatwi nam to rozpoznanie przypadku i szybszą reakcję na zgłoszenie

Przeczytałam całość uważnie, podrapałam się w głowę, po czym poczułam się inwigilowana. Następnie, lekko zrezygnowana odpisałam:
Szanowna Pani,
korespondencja dotyczy zamówienia nr 987876.
Z poważaniem,
ja

Już w dwa dni później otrzymałam wiadomość zwrotną:
Szanowna Pani
W przypadku kontynuowania wymiany korespondencji prosimy nie usuwać historii dotychczasowej wymiany maili - ułatwi nam to rozpoznanie przypadku i szybszą reakcję na zgłoszenie.
Prosimy o przesłanie pelnej korespondencji dotyczacej problemu paczki
 
Problem, czy tym razem odpisać, czy nie, niniejszym pozostawiam otwartej, publicznej dyskusji.




malegría | 2010-12-20 18:34:04 | skomentuj! (31)
.


Dzień, w którym prof.motor powiedział: - Pani Małgosiu, ale nie opisze pani tego na blogu? - puentując jakąś naszą ciekawą scysję, był pewną cezurą.
Szczęśliwie, miało to miejsce w czasach, kiedy na własnego bloga wchodziłam jedynie po to, żeby przypomieć sobie, pod jakim nickiem loguję się w licznych serwisach, niemniej dreszcz niepokoju i tak przecwałował mi przez plecy. Całą zabawę w relację z życia utrudnia to natomiast o tyle, że doktorat jest aktualnie sednem tego, co się u mnie dzieje, czy raczej tego, co się nie dzieje, i to konsekwentnie od dwóch równych lat. Mogłabym wprawdzie dalej publikować w tym krotochwilnym tonie, który, ekh, wypromował szczególnych bohaterów tej strony na bohaterów pozytywnych, jednak wychodzę z założenia, że Czytelnik przychodzi tu po reportaż, a nie po, za przeproszeniem, science-fiction.

Pozostaje więc pytanie: o czym pisać?

Poza doktoratem mam jedynie życie osobiste, i to na tyle udane, że nadludzkim wysiłkiem woli powstrzymuję się od rozpowszechniania tu materiałów rażących moim nieprzyzwoitym szczęściem. Chodzę z tym, wprawdzie, po domach, ale tylko tam, gdzie mnie zaproszą i gdzie mam pewność, że chcą słuchać [co oznacza, że często jeżdżę do matki ;)].
Poza życiem osobistym natomiast - śnieg i gołębie.

Będę wdzięczna za wszelkie ewentualne sugestie.




malegría | 2010-12-13 23:17:31 | skomentuj! (5)
nakreślenie tła


Nabrzmiewa we mnie niemiłe przekonanie, że nie ruszę z tym blogiem ani o wzmiankę, jeśli przedtem gruntownie nie rozliczę się z, ekh, przeszłości. A że agonia zaczęła się zimą, to czeka mnie rok do zrekapitulowania, bo, jak dobrze policzyć, gdzieś tak od roku nie byłam na tym blogu szczera.

Zatem, tytułem wprowadzenia w nowe okoliczności:
- doktorat: żadnych nowych okoliczności. Zresztą, pisanie o doktoracie jest zupełnie niemedialne, przynajmniej w porównaniu z mówieniem o doktoracie, kiedy mogę coś kopnąć, albo rzucić czymś o ścianę. W każdym razie, bilans jest taki, że u progu trzeciego (z czterech!) roku studiów rozpoczynam czwarty (strach zapytać, z ilu) temat dysertacji. Do tematów dysertacji nie mam bowiem szczęścia - skoro tylko za coś się wezmę, z miejsca psuje się sprzęt, wyparowują odczynniki, upadają isntytuty, albo okazuje się, że gdzieś w Chinach wziął się za to kto inny. Tendencja ta jest tak silna, iż pozwala mi na pewność, że gdybym w ramach dysertacji zajęła się lekarstwem na raka, rak, bez zbędnej zwłoki, przestałby nękać ludzkość, byleby tylko uniemożliwić mi obronę doktoratu.

- szeroko pojęta edukacja: samo hasło właściwie wyczerpuje temat. Swoją edukację, rzeczywiście, pojmuję na tyle szeroko, że szczęśliwie rozpoczęłam studia na dziennikarstwie. Mówię o tym zresztą wyłącznie w celu nakreślenia tła sytuacyjnego dla ewentualnych notek, bowiem każdy, kto kiedykolwiek studiował cokolwiek na uniwersytecie, wie, że nie wiąże się to z żadnym wysiłkiem intelektualnym, i, co za tym idzie, z żadnym lansem. Właściwie trochę się nawet wstydzę tej decyzji, tym bardziej jednak o niej wspominam, skoro miała to być notka rozliczeń.

- staropanieństwo: jakie staropanieństwo? ;)

Poza tym, nie jestem wcale pewna, czy jeszcze umiem pisać.


malegría | 2010-11-08 23:00:00 | skomentuj! (25)
?


od czego, właściwie, zacząć?

;)


malegría | 2010-11-06 16:12:26 | skomentuj! (11)
a ja chodzę, desperacko i na przekór wszystkim moknę...


Odnosząc się do oszczerstw, jakobym chciała przemilczeć nadmorskie libacje, podtrzymując ciągłość widowiska, jak również dając ostateczny upust własnej próżności - cyk! - autorka z Bog-iem w Sopocie:



Oto, ile pieczeni można swobodnie upiec na jednym ogniu, o ile tylko dostatecznie obniży się popularność witryny ;)
Dla zainteresowanych - trzy kliki: 1, 2, 3.


malegría | 2010-08-04 00:02:20 | skomentuj! (13)

skromny poczęstunek dla gości
RSS
do kwiatów zaś dołącz bilecik




malegría anthem:


¿qué es la malegría? Es una tristeza inexplicable... no esta ni en el diccionario... es... una tristeza que se combate con la risa... es... es una lágrima de oro...

2010
grudzień
listopad
sierpień
lipiec
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń


nachalna promocja
aksolotl
aksolotl w salonie
alex
arbuz bez dna
blamblam
brittabella
cafe
(nieokrzesany) cham i prostak
cnd
czekoladowy wiatr
dobry skręt reprezęt
drobne przyjemności
emki
gra i buczy
haribo
hermiona
illuzja
jeffrey
just shine on
krówka
las-cartas-para-ti
m_e_l_a_s_a
on Her Majesty's secret service
otwarta
róż
sirenqua
skaf_
splin
stardog
szklaniec
tohuwabohu
tomaszowa
wawrzyniec prusky
zimno

blog.pl







inspiracja

Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!