salon myśli paranoidalnej



salon myśli paranoidalnej

z wyrazem twarzy


z wyrazem twarzy "ależ absolutnie i w niczym mi nie przeszkadza przeciąganie tych zajęć o DWIE I PÓŁ godziny, wręcz poczytuję to za bezduszną restrykcję, że jedynie o tyle, ostatni autobus odjeżdża przecież po dwudziestej drugiej, no i z prof.motorem umówiłam się dopiero na piątek, zatem, proszę, posiedźmy tu jeszcze długo... proszę, proszę?", a więc z tym wyrazem twarzy mogę wytrzymać dwie i pół godziny.
każda następna minuta groziłaby skandalem i szkaradnym przekroczeniem dobrego obyczaju.

a z ciekawostek: maślany wzrok Nie-Powiem-Kogo na moich częściach ciała stanowczo mrozi mi krew w żyłach i to wbrew spodziewanej, gorącej temperaturze takiego spojrzenia.
brrr - tak mi mrozi.

dalej, dalej, subskrybentko, posuwasz się w latach, więc może odpuść ideały, hę?

brr.
skandal i przekroczenie dobrego obyczaju.


[=> bog, to nie o tobie ;))))]




malegría | 2010-02-04 23:28:54 | skomentuj! (2)
dzień dobry. dzień dobry. do widzenia


- Dzień dobry. - rzekłam, a z ust sypnęło mi kryształkami cukru. Zmagam się z genetycznie wdrukowanym problemem nieprzystawalności mimiki do intencji, więc - co mogę - nadrabiam słodkim głosem.
Drzwi cicho kliknęły za moimi plecami, zaś Młoda Kobieta Zza Biurka, z wyrazem twarzy znamionującym doskonałą obojętność, uważnie obejrzała spód myszy optycznej.
Postąpiłam dwa i pół kroku w prawo, w kierunku Departamentu Bolączek Doktoranckich.
- Dzień dobry! - wykrzyknęła na mój widok Starsza Kobieta Zza Biurka, chociaż miałam dla niej jedynie komplet jakichś dokumentów. Następnie odbyłyśmy kurtuazyjny small talk na temat pisania dokrotaru w trzaskającym mrozie, zaś wychodząc, na dalszą drogę, otrzymałam cukierek.
- Do widzenia. - rzekłam, a z ust sypnęło mi cukrem w kostkach, albowiem podeszłam do sprawy ambicjonalnie.
Młoda Kobieta Zza Biurka, z wyrazem twarzy znamionującym doskonałą obojętność, opukała palcem spód myszy optycznej, po czym zakręciła się na obrotowym krześle i wystawiła do mnie, obleczone w napiętą do granic możliwości dzianinę, abnegackie, mało estetyczne plecy.

Wyszłam stamtąd słusznie wzburzona.
Głównie wskutek zrodzonej we mnie świeżo wątpliwości, czy otóż skandaliczne zachowanie jest tu kwestią osobniczą, czy może - o czym spekuluję na podstawie zestawionych faktów - stygmatem pokolenia, które dobitnie świadczy o złym kierunku ewolucji. Głęboka frustracja, rozczarowanie własnym życiorysem oraz poczucie niesprawiedliwości wynikające z faktu, że jedni ze złym makijażem trafiają na Pudelka, a inni - z równie przecież złym - jedynie za biurko w dziekanacie, może być zarówno kwestią słabego DNA, jak i ogólnej, światowej tendencji u roczników z przełomu '70/'80.
Co trwoży, to to, że JA też jestem z tego pokolenia.






malegría | 2010-02-03 20:54:16 | skomentuj! (3)
inbox


Już nawet księgarnia internetowa mnie popędza, że "czas na miłość!".
Być może w innych okolicznościach wzięłabym to za życzliwą, pełną troski poradę, niemniej teraz widzę to raczej jak: no, dalej, subskrybentko, czas na miłość! nadciąga czternasty, więc szybko kołuj sobie jakiegoś epuzera, albowiem jako singiel w połowie lutego jesteś dla nas strategicznie mało użyteczna.

pff.

Zacieram ręce na myśl o tym, ile przyoszczędzę w Walentynki.




malegría | 2010-02-02 19:38:50 | skomentuj! (4)
jest myszą


Stopniowo dociera do mnie fakt pisania tego bloga w sposób, który każe mniemać, że ktokolwiek stanie mi na drodze, nie postąpi kroku, dopóki nie powie, jaka jestem piękna. Nie jest to, naturalnie, moją intencją, ba - tu się zasępiam - nie jest to nawet prawdą, ale cóż począć wobec zbieżności wydarzeń...

- Ładnie wyglądasz, ciociu... - powiedziała Zuzanna pomiędzy jedną łyżką płatków Nestlé Strawberry Minis z mlekiem, a drugą, lewą ręką koordynując trajektorię podskoku plastikowego Zielonka Bambi firmy Schleich.

Było to w tym stopniu niewłaściwe, że dopiero co spełzłam na dół, w piżamie i bez rysów twarzy, i właśnie dłubałam końcem czarnej kredki do powiek w oku. Przemknęło mi przez rozum, że Zuzanna ma już niecałe cztery lata, wobec czego jest prawdopodobne, że rodzice uznali ten czas za odpowiedni to zapoznania jej z regułami społecznego współżycia. A że rudymentem są tu, jak wiadomo, drobne kłam...
- Ależ bardzo ci dziękuję, to przemiłe. - rzekłam, a Zielonek, z wrażenia, zarył raciczkami w blat.
- ...jak Angelina. - uśmiechnęła się Zuzanna, a ja, z wrażenia, też zaryłaBYM raciczkami, gdybym akurat miała na nogach swoje ukochane, zimowe buty [w których, szczęśliwie, jeszcze nie sypiam, acz wobec temperatury plus dwanaście w pomieszczeniach sypialnych, wydaje się to wyobrażalne].

Było to w tym stopniu niewłaściwe, że o ile do pewnego momentu traktowałam Angelinę jedynie z lekkim zażenowaniem [jak ktoś złożony wyłącznie z czoła i ust może w ogóle...], o tyle od chwili, kiedy z portfela El P wypadło jej zdjęcie, otwarcie wyrażam do niej stosunek nieżyczliwy.
[El Presidente indagowany na okoliczność posiadania w portfelu wizerunków kobiet różnych ode mnie (i, jak się upieram, różnych od ideału, co jedynie przez przypadek się tu zbiega ;))) bąknął coś o ósmej klasie podstawówki i niesięganiu do portfela. Bardzo, z tego miejsca, ubolewam, że nie wypytałam go wtedy dokładnie o epizod mendykancki w jego życiu, (a nie wypytałam, bo przestałam sie odzywać), albowiem jedynie trwałe posadowienie w strukturach zakonu żebraczego uważam za wiarygodne wytłumaczenie nieotwierania własnego portfela przez siedem lat].

- Twoje dziecko mnie obraziło. - doniosłam Ostrej Siostrze, łzawiąc obficie umalowanym okiem - Powiedziała, że wyglądam jak Angelina.
- Angelina Ballerina, sieroto.
- ofuknęła mnie Ostra Siostra, wiążąc szlafrok na ciążowym brzuchu.

Z niejaką konsternacją przyjęłam później fakt, że Angelina Ballerina jest myszą.




malegría | 2010-02-01 17:11:14 | skomentuj! (9)
królestwo


Uważam to za skandal, że w temepraturze PLUS zero, śnieg RÓWNIEŻ pada.
Sądzę, że nastąpiło paskudne przekroczenie zasad gentlemen's agreement.
Spotkamy się, ze śniegiem, w Strasburgu.




...królestwo i rękę za możliwość założenia na nogi tego, zamiast obrzydliwych, ciężkich sabotów...



malegría | 2010-01-29 16:54:43 | skomentuj! (8)
więcej, mocniej, dalej, bęc.


Poszłam TAM, chociaż byłam TAM przecież dwa dni temu, dwa dni temu to odległość jak stąd do za chwilę, ergo: mam wrażenie, że ciągle TAM siedzę.

... i nic konstruktywnego z tego nie wynika.

- Ale musi pani wejść głębiej... - rytuał jest niepełny bez tego zdania, częścią obrzędu jest też rozciągnięcie "głęęę" daleko poza granice przyjętej normy.
- Głębiej, głębiej. - gderam, działamy według znanego algorytmu. Zaraz powiem, że...
- Przecież wchodzę głębiej! - i spojrzę na prof.motora wzrokiem pełnym wyrzutu. Bo ja WCHODZĘ głębiej. Tylko utykam.
- Utknęłam na metodach weryfikowania skuteczności inaktywacji enzymów. - przyznałam zgodnie z prawdą. - Nie wystarczyłyby testy półkowe? - zapytałam z nadzieją.
- Wystarczyłyby. - zgodził sie prof.motor - Ale pani robi doktorat, pani Małgosiu. - Co można tłumaczyć jak: "oczywiście, na co dzień korzystamy z dobrodziejstwa energii elektrycznej, ale dla podniesienia wartości doktoratu, doktorantom zalecamy pracę przy łuczywie".
- Czyli, że... - zabrakło mi odwagi na dokończenie tej myśli, szczęśliwie jednak wsparł mnie Doktorant:
- Musi pani osobno oznaczyć aktywność chlorofilazy...
- Lipooksygenazy... - podpowiedział usłużnie prof.motor.
- Difenolooksydazy... - dla porządku dodał Doktorant.
- Reduktazy dehydroaskorbinowej...
- Celulazy...
- Askorbinazy...
Reszty nie usłyszałam, czego bezbrzeżnie żałuję, albowiem zakręciło mi się w głowie i wyszłam.


Mam ochotę rzucić tym wszystkim o ścianę i zwyczajnie iść sobie.
- Uspokój się, pokonasz ten impas. - pociesza moja matka - W końcu wpadniesz na jakąś koncepcję i popchniesz sprawę dalej.

Sęk w tym, że nie jestem przekonana, czy chcę popychać dalej.
Wziąwszy pod uwagę, że każde pchnięcie dalej, co wykazała dotychczasowa praktyka, dość ściśle wiąże się z geometrycznym namnożeniem problemów, ja się zwyczajnie BOJĘ dalej to popychać.
Im WIĘCEJ czasu poświęcam na doktorat, tym WIĘCEJ mam, w doktoracie, do zrobienia.
I od tego paradoksu cierpi coś WIĘCEJ niż tylko moja potrzeba logiki.





malegría | 2010-01-28 22:30:49 | skomentuj! (6)

skromny poczęstunek dla gości
RSS
do kwiatów zaś dołącz bilecik




malegría anthem:


¿qué es la malegría? Es una tristeza inexplicable... no esta ni en el diccionario... es... una tristeza que se combate con la risa... es... es una lágrima de oro...

2010
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń


nachalna promocja
aksolotl
aksolotl w salonie
alex
arbuz bez dna
blamblam
brittabella
cafe
(nieokrzesany) cham i prostak
cnd
czekoladowy wiatr
dobry skręt reprezęt
drobne przyjemności
emki
gra i buczy
haribo
hermiona
illuzja
inran
jeffrey
just shine on
krajobrazki
krówka
las-cartas-para-ti
m_e_l_a_s_a
on Her Majesty's secret service
otwarta
róż
sirenqua
skaf_
splin
stardog
szklaniec
tohuwabohu
tomaszowa
wawrzyniec prusky
zimno

blog.pl







inspiracja

Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!